środa, 25 marca 2015

Nabity w butelkę kurczak

Pokusiłam się ostatnio o zrobienie pijanego kurczaka, takiego nabitego w butelkę. Nie mam dużego doświadczenia w pieczeniu kurczaków w całości – ciągle spory problem przysparza mi jego porcjowanie jednak efekt był niesamowity. Kurczak wyszedł mi soczysty, mięsko ładnie odchodziło od kości, a skórka… mniam J cienka, krucha i tak pięknie zarumieniona – byłam dumna z mojego dzieła. A jak się zaczęło?
Kurczaka w całości najpierw zamarynowałam. Do środka wycisnęłam parę ząbków czosnku (u mnie były 4 na kurczaka o wadze 1,7 kg), po wierzchu polałam delikatnie olejem i dodałam soli, pieprzu, papryki słodkiej, papryki ostrej i estragonu – myślę, że mieszankę przypraw można zrobić według własnych upodobań. Taki kurczak przeleżał u mnie w lodówce dobre parę godzin – wiadomo najlepiej zostawić go na całą noc J
Pora na przygotowanie butelki – kupiłam piwo niskoprocentowe które pod wpływem gorącej wody oczyściłam z wszystkich naklejek i klejów, następnie otworzyłam butelkę i nadziałam mojego zamarynowanego kurczaka. Góra butelki wystawała przy szyi naszego denata J


W międzyczasie nagrzałam piekarnik do 180 stopni (opcja pieczenia góra-dół), obrałam, pokroiłam w ćwiartki i dosłownie delikatnie podgotowałam ziemniaki, którymi wypełniłam naczynie żaroodporne w którym miałam zamiar piec mojego pijanego kurczaka.

Tak przygotowane naczynie włożyłam do piekarnika na 1,5 godziny.

Dobra rada, aby piwo nam delikatnie oblewało naszego kurczaka (pieniło się), co pół godziny wsypywałam do butelki 1/3 łyżeczki soli, nasz trunek automatycznie zaczął się pienić i parować co nadawało smak naszego kurczakowi.  Pod koniec pieczenia, ściągnęłam denata z butelki i zapiekłam jeszcze parę minut już leżącego.



Mówię wam warto!

czwartek, 19 marca 2015

Ktoś... jak mu na imię

Boli tu, boli tam, łupie tu i łupie tam... nikt nie zapowiadał, że będzie łatwo, no ale… wytrzymać jeszcze 3 tygodnie i mały bobas będzie na świecie. No właśnie bobas, nazywamy go różnie, Kimkolwiek, Ktoś, Młody, Młoda, Kropka, Skoczek… ale ten ważny dla nas Ktoś nie ma imienia! Czasem zastanawiam się czy jestem dobrą matką, skoro nawet imienia dla swojego pierworodnego dziecka wybrać nie potrafię. Problem w tym, że imion parę jest, ale jak na złość żadne nie pasuje do naszego Ktosia, którego płci nie znamy. Ostatnio nawet zrobiliśmy małe studnio szkoleniowe i na flipchartach próbowaliśmy coś wybrać, wstępnie ma być Tymek i Rachela, ale jakoś to dalej nie to czego szukamy chyba. Co powie nasze dziecko jak się dowie, że jego rodzice nawet imienia nie potrafili mu wybrać, jak zapytają mnie w szpitalu jak się nazywa co im odpowiem… nie wiem, co ze mnie za matka… A już sam poród i opieka poporodowa napawają mnie strachem i przerażeniem! Muszę dać radę no nie? Jakby nie było nie ja pierwsza rodzę J



środa, 4 lutego 2015

10 tygodni do powitania KOGOŚ

Zostało 10 tygodni do powitania w naszym świecie KOGOŚ – jego lub ją. ON ponoć będzie Zachariaszem, choć mnie ostatnio przypadł do gustu Nataniel, ONA miała być Rachelą, ale coś nam nie przypadło do gustu, więc póki co ONA jest bezimienna. W każdym razie mały Ktoś niezwykle się wierci, ma czkawki, rozpycha się w moim brzuchu i rośnie z czego niezmiernie się cieszymy, bo jeszcze niebawem miał podejrzenie zaburzenia wzrostu i lekarz prowadzący napędził nam niemałego strachu J Szczęście dla nas mały Ktoś rośnie jak na drożdżach! 
I zaczęło się moje małe szaleństwo, chciałabym już wszystko kupić, wyprać, wyprasować, przygotować i tylko czekać, ale powstrzymuje mnie mój małżonek – bo jeszcze mamy czas… ma rację, ale rzeczy dla maluszków są takie piękne, a wybór… aż głowa boli. Nie mówię już o wózku, bo tych jest na rynku bez liku – finalnie padł wybór na Camarelo (model jeszcze nie sprecyzowany) wydają się dla nas najodpowiedniejsze, teraz czas na łóżeczko, akcesoria, ubranka, rzeczy dla mnie… wydatki się piętrzą, ale jakoś tak lekko na sercu! Każdy zakup staram się zracjonalizować czy oby na pewno potrzebuję, ale tak trudno się oprzeć… a allegro i dział Dla dzieci stał się dla mnie codzienną stroną do przeglądania – po prostu szaleństwo – czy to normalne? Pewnie tylko przy pierwszym bobasie J

sobota, 10 stycznia 2015

Werner - czyli wesoły border collie w domu

Powiem coś niecoś dziś o jednym z członków naszej wesołej ferajny – a jest nas sporo – tzn. póki co ja, mąż i nasza mała kropka w moim brzuchu, ale prócz tego sporo innych zwierzątek – które mój mąż kocha i zaraża mnie miłością do nich. Przyznam szczerze, że powiedzenie ludzie się zmieniają jest naprawdę prawdziwe. Jako dziecko niespecjalnie kochałam zwierzęta – nie przeszkadzały mi, ale nie lubiłam jak wchodziły mi w drogę, a pies w domu (!) byłoby to dla mnie nie do przejścia – teraz… przygotowuję naszego pupila do pojawienia się nowego członka rodziny i uczę odpowiednich zachowań, bo nie potrafię sobie wyobrazić, że mógłby zamieszkać na podwórku J
Krótko – Werner Pastuszkowa Zagroda – to pełna i oficjalna nazwa naszego pieska rasy border collie. W skrócie Werner – brzmi jakoś tak twardo i niemiecko, ale do twardzieli to on nie należy ;-) Jest przekochany, przeuroczy, słodki i w ogóle taki do przytulania – a przytulać się bardzo lubi – o tak!
Krótko o rasie border collie – mówią, że to najbardziej inteligenta rasa psów – patrząc na naszego Wernerka – hmm… czasem mam co do tego wątpliwości, np. niedawno próbował wejść w ścianę – szukał chyba wejścia do Narnii – ale to tak bardziej żartem. Fakt, bordery bardzo szybko zapamiętują sztuczki, które ich nauczymy, bardzo szybko się przywiązują do właścicieli, a w ich oczach nie sposób się nie zakochać. Są to psy pracujące i bardzo aktywne – choć z tą aktywnością różnie bywa i tak naprawdę wszystko zależy od tego jak go „rozkręcimy”. Jak każdemu psu musimy poświęcić czas i wyprowadzić na spacer, dla borderów bardzo ważna jest możliwość wybiegania się, a tak poza tym kochają się przytulać, pieścić i bawić – taki jest nasze Werner – mały przytulas.
Ostatnio nawet trochę ćwiczy na owcach (bo to psy pasterskie), a 18 stycznia pokaże się na swojej kolejnej wystawie, więc szybko uciekam z nim ćwiczyć J Kilka fotek Młodego poniżej – i mój ukochany filmik z borderem w roli głównej. Pewnie jeszcze o nim nie raz przeczytacie.


Na pasieniu owieczek

Zimowy spacer

Tak rozrabia w domu :-)

I filmik, który wzruszył mnie do łez...


poniedziałek, 29 grudnia 2014

Smaczne rożki z mięsa mielonego

Przygotowujecie się już do Sylwestra? Szukacie ciekawych przekąsek – na ostatnią imprezę zaserwowałam nietypowe lody – całkiem smaczne, pożywne i ładnie wyglądające, a przy tym łatwe w wykonaniu. Sami zobaczcie jak będą się prezentowały na waszym sylwestrowym stole. Do ich przygotowania potrzebujemy składników, które najczęściej w naszej kuchni mamy pod ręką – no może oprócz rożków waflowych, za którymi o tej porze roku musiałam trochę pobiegać J
Czego potrzebujesz:
  • Rożki waflowe – około 20 sztuk,
  • Pół kilograma mięsa mielonego,
  • 1 marchewka,
  • 1 cebula.
  • 2 łyżki gęstej śmietany 18 %,
  • 2 łyżki bułki tartej,
  • natka pietruszki,
  • sól,pieprz, vegeta, dowolne przyprawy
  • 2 jajka,
  • 1 łyżka mąki,
  • bułka tarta do panierki,
  • olej do smażenia.

Zabieramy się do gotowania:
Na masełku szklimy drobno pokrojoną cebulkę w kostkę, następnie dodajemy do niej startą na średniej tarce marchewkę – razem wszystko delikatnie smażymy.
Do dużej miski wkładamy nasze mięso mielone i do niego dodajemy cebulkę z marchewką, następnie śmietanę, natkę pietruszki, trochę bułki tartej oraz przyprawy. Wszystko mieszamy i faszerujemy nasze rożki.
Rożki panierujemy w jajku z dodatkiem mąki, później w bułce tartej. Smażymy na małym ogniu z każdej strony i szokujemy naszych gości J Można podać na zimno z sosem czosnkowym.



Przepis bardzo prosty, a danie ładnie się prezentuje J

czwartek, 18 grudnia 2014

Świąteczne ciasteczka - kruche różyczki

Świąteczna atmosfera w pełni. Co więcej porządki i świąteczne przygotowania również. Dziś był dzień wielkiego pieczenia ciasteczek zgodnie z tradycją śląska cieszyńskiego. Na tapecie (a raczej blacie) wylądowały trzy rodzaje ciasteczek. Przepisy zaczerpnięte z blogów, które z czystym sercem mogę polecić J

Spójrzcie co mi wyszło!

Na dziś i na początek mój faworyt. Kruche różyczki. Nie mogę powiedzieć, że wykonuje się je błyskawicznie, ale za to jak smakują! Niebo w gębie.

Składniki na trzy blaszki różyczek:
  • 600 g mąki
  • 1,5 kostki masła
  • 6 żółtek
  • 1 białko
  • 120 g cukru pudru
  • szczypta soli
  • marmolada o smaku róży
  • 3 łyżki śmietany 18%
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
Zaczniemy od wyrobienia ciasta. Mąkę przesiewamy, dodajemy proszek do pieczenia, śmietanę,  żółtka, cukier puder, sól i zagniatamy – ciasto wyrabia się bardzo szybko. Schładzamy w lodówce. Po około 2 godzinach rozwałkowujemy je dosyć cienko i przy pomocy literatki wycinamy kółka.

Przygotowujemy ciasteczka. Pięć krążków układamy na sobie, wcześniej smarując je białkiem, aby lepiej się sklejały. 

Tak przygotowany pasek pięciu krążków smarujemy marmoladą różaną i zawijamy w rulonik. 

Przecinamy w połowie dzięki czemu powstają nam dwie różyczki.

Ciasteczka układamy na blaszce i wkładamy do rozgrzanego do 170° piekarnika na 15-16 minut.




Ciasteczka genialne!

wtorek, 9 grudnia 2014

Francine Rivers inspiracją dla rodziny

Ostatnie dni upłynęły mi z sagą Francine Rivers. To nie była zwykła przygoda z książką w ręką, to swego rodzaju podróż po Europie wraz z bohaterami. To również podróż w nas samych. Książki Potęga Marzeń i Potęga Nadzieji pokazała mi czym jest poświęcenie, miłość, pokora. Choć niejednokrotnie denerwowała mnie, irytowała i wydawała się tak daleka od współczesności to jednak kiedy zamykałam kolejny rozdział coś się zmieniało we mnie... Wielokrotnie nie zgadzałam się z postępowaniem bohaterek - było w nim coś irracjonalnego i czasem odnosiłam wręcz wrażenie, że głupiego to wiedziałam że każde z ich decyzji podejmowane były z miłości i poświęcenia w jej imię. Całą sagę czyta się jednym tchem. Każda z kobiet (i nie tylko) odnajdzie w niej coś dla siebie - madczyną miłość, poświęcenie dla rodziny, modlitwę i budowanie domu przez duże D. Wszystko to utrzymane w delikatnym chrześcijańskim tonie. Polecam dla każdej która szuka inspiracji dla swojej rodziny.