Pokusiłam się ostatnio o
zrobienie pijanego kurczaka, takiego nabitego w butelkę. Nie mam dużego
doświadczenia w pieczeniu kurczaków w całości – ciągle spory problem przysparza
mi jego porcjowanie jednak efekt był niesamowity. Kurczak wyszedł mi soczysty,
mięsko ładnie odchodziło od kości, a skórka… mniam J cienka, krucha i tak pięknie
zarumieniona – byłam dumna z mojego dzieła. A jak się zaczęło?
Kurczaka w całości najpierw
zamarynowałam. Do środka wycisnęłam parę ząbków czosnku (u mnie były 4 na
kurczaka o wadze 1,7 kg), po wierzchu polałam delikatnie olejem i dodałam soli,
pieprzu, papryki słodkiej, papryki ostrej i estragonu – myślę, że mieszankę
przypraw można zrobić według własnych upodobań. Taki kurczak przeleżał u mnie w
lodówce dobre parę godzin – wiadomo najlepiej zostawić go na całą noc J
Pora na przygotowanie butelki –
kupiłam piwo niskoprocentowe które pod wpływem gorącej wody oczyściłam z wszystkich
naklejek i klejów, następnie otworzyłam butelkę i nadziałam mojego
zamarynowanego kurczaka. Góra butelki wystawała przy szyi naszego denata J
W międzyczasie nagrzałam
piekarnik do 180 stopni (opcja pieczenia góra-dół), obrałam, pokroiłam w
ćwiartki i dosłownie delikatnie podgotowałam ziemniaki, którymi wypełniłam
naczynie żaroodporne w którym miałam zamiar piec mojego pijanego kurczaka.
Tak przygotowane naczynie
włożyłam do piekarnika na 1,5 godziny.
Dobra rada, aby piwo nam
delikatnie oblewało naszego kurczaka (pieniło się), co pół godziny wsypywałam
do butelki 1/3 łyżeczki soli, nasz trunek automatycznie zaczął się pienić i
parować co nadawało smak naszego kurczakowi. Pod koniec pieczenia, ściągnęłam denata z
butelki i zapiekłam jeszcze parę minut już leżącego.
Mówię wam warto!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dzięki za przybycie i komentarz! ;-)