środa, 4 lutego 2015

10 tygodni do powitania KOGOŚ

Zostało 10 tygodni do powitania w naszym świecie KOGOŚ – jego lub ją. ON ponoć będzie Zachariaszem, choć mnie ostatnio przypadł do gustu Nataniel, ONA miała być Rachelą, ale coś nam nie przypadło do gustu, więc póki co ONA jest bezimienna. W każdym razie mały Ktoś niezwykle się wierci, ma czkawki, rozpycha się w moim brzuchu i rośnie z czego niezmiernie się cieszymy, bo jeszcze niebawem miał podejrzenie zaburzenia wzrostu i lekarz prowadzący napędził nam niemałego strachu J Szczęście dla nas mały Ktoś rośnie jak na drożdżach! 
I zaczęło się moje małe szaleństwo, chciałabym już wszystko kupić, wyprać, wyprasować, przygotować i tylko czekać, ale powstrzymuje mnie mój małżonek – bo jeszcze mamy czas… ma rację, ale rzeczy dla maluszków są takie piękne, a wybór… aż głowa boli. Nie mówię już o wózku, bo tych jest na rynku bez liku – finalnie padł wybór na Camarelo (model jeszcze nie sprecyzowany) wydają się dla nas najodpowiedniejsze, teraz czas na łóżeczko, akcesoria, ubranka, rzeczy dla mnie… wydatki się piętrzą, ale jakoś tak lekko na sercu! Każdy zakup staram się zracjonalizować czy oby na pewno potrzebuję, ale tak trudno się oprzeć… a allegro i dział Dla dzieci stał się dla mnie codzienną stroną do przeglądania – po prostu szaleństwo – czy to normalne? Pewnie tylko przy pierwszym bobasie J

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki za przybycie i komentarz! ;-)