Zostało 10 tygodni do powitania w
naszym świecie KOGOŚ – jego lub ją. ON ponoć będzie Zachariaszem, choć mnie
ostatnio przypadł do gustu Nataniel, ONA miała być Rachelą, ale coś nam nie
przypadło do gustu, więc póki co ONA jest bezimienna. W każdym razie mały Ktoś
niezwykle się wierci, ma czkawki, rozpycha się w moim brzuchu i rośnie z czego
niezmiernie się cieszymy, bo jeszcze niebawem miał podejrzenie zaburzenia
wzrostu i lekarz prowadzący napędził nam niemałego strachu J Szczęście dla nas mały
Ktoś rośnie jak na drożdżach!
I zaczęło się moje małe szaleństwo, chciałabym
już wszystko kupić, wyprać, wyprasować, przygotować i tylko czekać, ale
powstrzymuje mnie mój małżonek – bo jeszcze mamy czas… ma rację, ale rzeczy dla
maluszków są takie piękne, a wybór… aż głowa boli. Nie mówię już o wózku, bo tych jest na rynku bez liku – finalnie
padł wybór na Camarelo (model jeszcze nie sprecyzowany) wydają się dla nas najodpowiedniejsze, teraz czas na
łóżeczko, akcesoria, ubranka, rzeczy dla mnie… wydatki się piętrzą, ale jakoś
tak lekko na sercu! Każdy zakup staram się zracjonalizować czy oby na pewno potrzebuję,
ale tak trudno się oprzeć… a allegro i dział Dla dzieci stał się dla mnie codzienną stroną do przeglądania – po prostu
szaleństwo – czy to normalne? Pewnie tylko przy pierwszym bobasie J